Pamiętam siebie jako dziecko. Byłam uczona, że z byle katarem należy iść do lekarza, bo powikłania będą. Moja lekarka miała mnie dosyć. Przyjmowałam mnóstwo leków, często chorowałam i zajadałam antybiotyki. Plus niezdrowy tryb życia. W gimnazjum potrafiłam wyjść z domu bez śniadania, w szkole cały dzień nie jadłam. Dopiero po powrocie się zapychałam. Kochałam słodycze, nie jadłam warzyw, ani owoców. Nic złego nie robiłam, jadłam jak wszyscy wokoło. Nie sądziłam, że jedzenie ma jakikolwiek wpływ na nasz organizm. Wydawało mi się, że wszystko jest świetnie poukładane. Jedzenie jest naszym przyjacielem, leki pomagają zwalczać choroby (cudowny wynalazek). Medycyna w podręcznikach szkolnych jest pokazywana jak coś rewolucyjnego, jej postęp, coraz nowsze leki, ratowanie życia.
Mam wrażenie, że ktoś to dobrze zaplanował. Tą cała kolej rzeczy, ten jeden wielki biznes i jego podbiznesy.
Mija 12 dzień kuracji. Nie widzę żadnych wad ani zalet w poprawie skóry ( może trochę uspokaja się stan zapalny i mniej łuszczy skóra). Fajne jest to, że moje jelita nie są wzdęte, mam płaski brzuszek, chudnę i mam dużo energii.
Wstrętną mam skórę! Nie pozwolę na to, aby to wszystko postępowało dalej. Wy też nie pozwólcie i weźcie sprawę w swoje ręce. Lekarz nawet nie zna przyczyny tej choroby, a mimo wszystko ją leczy ( czyt. eksperymentuje).
A tak wyglądały moje uszy. Na tą chwilę jest lepiej. Przed kuracją bardzo pomogła mi woda utleniona i mikstura Słoneckiego (aloes, cytryna, oliwa z oliwek).
Mam nadzieję, że już niebawem będę mogła pokazać ładniejsze zdjęcia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz